Temat: Polexit - wyjście Polski z UE
W czerwcu 2003 roku, w referendum, byłem za wejściem Polski do UE.
Trochę czasu minęło, kilka obserwacji poczyniłem. Unia się zmieniła, ja się zmieniłem - wszystko się zmienia.
Dziś, bogatszy o doświadczenia i mając na uwadze bieżącą sytuację, jestem ZA, ale wyjściem Polski z UE.
Myślę, że to jest opcja jedna z łagodniejszych.
Widzimy wszyscy w jakim kierunku wszystko zmierza. Od lat 50tych jest "powolny marsz przez instytucje" światowego lewactwa. Socjotechnika, pranie mózgów młodych, rwanie więzi społecznych, rodzina to anachronizm. Narzędzi jest dużo (niektóre są jakby dedykowane do tego celu). Środki masowego przekazu, WWW, komunikatory. Do czego zmierzam ?
Polacy w przeszłości radzili sobie z większymi wyzwaniami jak UE. Tyle że, społeczeństwo polskie było skrajnie inne. Kultywowana była w najmniejszej komórce społecznej, czyli w rodzinie - tradycja, patriotyzm, szacunek dla poprzednich pokoleń, pod sztandarem wiary. W takich okolicznościach była szansa postawić się wrogowi, bo nie mam wątpliwości, obecna UE jest wrogiem Polski.
Z wrogiem się nie negocjuje, nie układa, nie dyskutuje. Z wrogiem się walczy. Teraz pytanie - kim lub też z kim ?
Z młodymi którzy mają wtłoczone w nierzadko całkiem puste łby - jesteś obywatelem Świata, "Polskość to nienormalność", patriotyzm jak już to stęchlizną capi. Wg sondaży ponad 70 % takich młodzieńców ucieknie za granicę w razie poważnego zagrożenia.
Mimo to, nie wszyscy zdążyli przesiąknąć lewacką ideologią.
Do wyprowadzenia ludzi na ulicę, potrzebny jest głód i moim zdaniem do niego dojdzie. Wystarczy jakieś globalne zawirowanie (patrz Covid). Merkosur dotknie najbardziej miasto, chłop sobie jakoś poradzi. Miasto bez zaopatrzenia trzy dni i się zacznie.
Dlatego myślę, że lepiej z UE wyjść teraz i uniknąć tych "atrakcji".
Nie chodzi mi o chwilowe błahe powody lub chwilowe przejściowe emocje. Bilans ma być dodatni, a nie jest.
Zapraszam do dyskusji.